Donald Tusk mógł cieszyć się dotychczas szczególnymi względami rynków finansowych, które tolerowały dominację PR nad reformami. Ale po wyborach sytuacja się zmieniła.
Jeżeli rząd chce uniknąć poważnych problemów to odważnemu i konkretnemu expose Premiera muszą towarzyszyć równie konkretne działania. Rząd tymczasem sprawia wrażenie, jakby wystąpieniem Premiera chciał kupić jeszcze trochę czasu. Większość ważnych zmian ma obowiązywać dopiero od 2013 roku, reforma systemu emerytalnego jest niemiłosiernie rozciągnięta w czasie a minister finansów przekonuje, że nie ma powodów do działania w pośpiechu. Oczywiście, ważnym argumentem jest fakt, że byłoby niezwykle trudno uchwalić ustawy tak (czytaj w grudniu), aby obowiązywały już od przyszłego roku. Warto podkreślić, że PO nie spieszyła się z inauguracją prac nowej kadencji Sejmu ani procedurą powoływania gabinetu. Być może jednym z powodów owej zwłoki była analiza sytuacji makroekonomicznej i towarzyszących jej, potencjalnych zagrożeń. Obawiam się jednak, że znowu decydowała jedynie polityka, a gospodarka była tylko nudnym dopełnieniem dodatkiem całości.
Czytaj dalej




